Rozdział specjalny (część III)
Ykhym, ykhym. Witajcie moi wierni, wyznający mnie czytelnicy... Nie, no. Ktoś to w ogóle czyta? Więc oto nadszedł koniec rozdziału specjalnego z engloidem Oliverem. I tu muszę popełnić dedyka przeciw B. Prawczesce:
"Agato, dziękuję Ci za pomysł i pomoc przy jego realizacji"
No to... Lets Go!
- To jest urocze! To jest słodziutkie! A to jest po prostu przepiękne! - Lizzie była w swoim żywiole. Skakała wokół Olivera, który z bardzo nieszczęśliwą miną siedział na fotelu w moim pokoju i ściągał z siebie kapelusze, opaski na włosy, rękawiczki i różne inne rzeczy zaliczające się do damskiej garderoby. Patrząc na chłopca miałam szczerą ochotę się roześmiać. Siedziałam na swoim łóżku i starałam się stłumić chichot. Wreszcie moja urocza "kuzynka" wyłoniła się z kufra, który ze sobą przywiozła trzymając w rękach "słodziutką" różową suknię z mnóstwem kwiatków i kokardeczek. Zaśmiałam się pod nosem... to było takie w stylu Lizzie.
- O nie! Tylko nie to! - Oliver był autentycznie przerażony. Zaczęłam niekontrolowanie chichotać. Biedny, biedny Ollie...
- Co ty na to, Lili? - Lizzie skończyła stroić chłopca. Spojrzałam na nastolatka i uśmiechnęłam się delikatnie.
- Idealnie, Lizzie. Spisałaś się, moja droga - Dziewczyna klasnęła w ręce, niczym wicher przebiegła przez moją posiadłość i pojechała do "swojego Cielusia". Pokręciłam głową w rozbawieniu.
- Czy to już wszystko? - zapytał z nadzieją w głosie blondyn. Westchnęłam cicho i zdjęłam z szyi naszyjnik. Złota, otwierana zawieszka w kształcie serca zawieszona na złotym łańcuszku z wygrawerowanym napisem "Rodzina jest wieczna" i moim zdjęciem z Phantomhive'ami (zrobionym na trzy/cztery miesiące po urodzeniu się Ciela) w środku. Podałam chłopcu błyskotkę, ściągnęłam rękawiczkę z lewej dłoni i pstryknęłam palcami.
- TERAZ jest już wszystko - powiedziałam zakładając okrycie dłoni. Oliver spojrzał na swą rękę z zafascynowaniem i podziwem.
- Chyba nigdy do tego nie przywyknę... - mruknął wpatrując się w dwa łańcuszki. Zaśmiałam się delikatnie i odebrałem od niego "oryginał".
- Możesz mi pomóc? - poprosiłam.
- Jasne, Lili - Uśmiechnął się blondyn i szybko zapiął mój naszyjnik, a ja schowałam go pod ubrania. Stanęłam za Oliverem i pomogłam mu założyć kopię łańcuszka.
- Ach! Byłabym zapomniała o włosach! - krzyknęłam i nałożyłam mu perukę długich blond włosów splecionych w dwa warkocze. Ledwo skończyłam, a słońce zaczęło chylić się ku zachodowi i w pokoju rozbłysło białe światło. Przed nami pojawiła się brama, a obok niej starszy pan w długiej szacie unoszonej przez podmuchy wiatru.
- Witajcie piękne podróżniczki - zaczął. - Nazywam się Shouta i jestem przewodnikiem po portalu "promieni zachodzącego słońca" - powiedział.
- Witaj, Shouta - powiedziałam składając mu lekki pokłon i popchnęłam lekko zestresowanego Olivera w jego stronę. - To jest... eee... moja siostra, Olivia - wymyśliłam na poczekaniu.
- Witaj, Olivio. Dokąd chciałabyś się udać?
- Em do XXI-wiecznej Anglii.
- Oczywiście - Oliver, aka Olivia wszedł do portalu i znikł w rozbłysku białego światła. Westchnęłam cicho i wyszłam z pokoju. Przemierzałam korytarz, a cisza sprawiała wrażenie przenikającego mnie do szpiku kości smutku i mroku. Po raz pierwszy od bardzo dawna poczułam się naprawdę samotna. Zeszłam do salonu i zasiadłam przed kominkiem.
- Panienko? - Poczułam dłoń Shiemi na ramieniu i uśmiechnęłam się.
- Tak? - spytałam. Brunetka westchnęła i spojrzała mi w oczy. Nie lubiłam tego, bo miałam wrażenie, że demonica spogląda wtedy w moją duszę.
- Przyjechała lady Diana - Usłyszałam.
- Kto taki? - zdziwiłam się.
- Lady Diana jest córką kuzynki Jej Królewskiej Mości - Rozległ się głos jednego ze służących Królowej.
- Hrabio Phipps - Skłoniłam się przed mężczyzną i towarzyszącą mu dziewczyną. Była ona piękna; miała na oko z jedenaście lat, długie kruczoczarne włosy zaplecione w warkocza owiniętego wokół głowy z grzywką opadającą idealnie obok prawego oka, duże niebiesko-szare oczy patrzące na wszystko z ciekawością, piegowaty nos, pełne czerwonawe usta i ładnie opaloną cerę. Wyglądała niczym jedna z tych królewien występujących w bajkach dla dzieci.
- Dzień dobry - odezwała się z dobrze wyczuwalnym irlandzkim akcentem.
- Witam - Podeszłam do niej.
- Panienko Diano, to jest hrabina Lili Rosemary - powiedział hrabia Grey, który właśnie przyszedł z walizkami.
- I to właśnie ona jest tą najbardziej zaufaną osobą, o której mówiła ciocia Wiktoria? - Lady Diana przyglądnęła mi się.
- Tak, to ona. Hrabina Rosemary będzie cię uczyć, panienko Diano - CO?! A-ale j-jak to uczyć?! Niby czego ja mogłabym nauczyć córkę kuzynki Jej Wysokości?
- Dobrze - mruknęła dziewczyna. Shiemi podeszła i wzięła walizki.
- Pokażę panience pokój. Za mną proszę, lady Diano - powiedziała kobieta i zaprowadziła nastolatkę na górę. Ja zaprowadziłam sekretarzy królowej do salonu.
- O co w tym chodzi? - Od razu przeszłam do konkretów.
- Żona władcy Irlandii, lady Ethel Grouser jest kuzynką naszej królowej i przysłała do niej swoją córkę z prośbą, by ktoś zaufany nauczył lady Dianę szlacheckich obyczajów i etykiety - Usłyszałam.
- Mam rozumieć, że to ja jestem tą zaufaną osobą? - Mężczyźni w odpowiedzi pokiwali głowami, pożegnali się z lady Dianą i odjechali. Spojrzałam na jedenastolatkę i westchnęłam. Od czego zacząć?
"Agato, dziękuję Ci za pomysł i pomoc przy jego realizacji"
No to... Lets Go!
- To jest urocze! To jest słodziutkie! A to jest po prostu przepiękne! - Lizzie była w swoim żywiole. Skakała wokół Olivera, który z bardzo nieszczęśliwą miną siedział na fotelu w moim pokoju i ściągał z siebie kapelusze, opaski na włosy, rękawiczki i różne inne rzeczy zaliczające się do damskiej garderoby. Patrząc na chłopca miałam szczerą ochotę się roześmiać. Siedziałam na swoim łóżku i starałam się stłumić chichot. Wreszcie moja urocza "kuzynka" wyłoniła się z kufra, który ze sobą przywiozła trzymając w rękach "słodziutką" różową suknię z mnóstwem kwiatków i kokardeczek. Zaśmiałam się pod nosem... to było takie w stylu Lizzie.
- O nie! Tylko nie to! - Oliver był autentycznie przerażony. Zaczęłam niekontrolowanie chichotać. Biedny, biedny Ollie...
- Co ty na to, Lili? - Lizzie skończyła stroić chłopca. Spojrzałam na nastolatka i uśmiechnęłam się delikatnie.
- Idealnie, Lizzie. Spisałaś się, moja droga - Dziewczyna klasnęła w ręce, niczym wicher przebiegła przez moją posiadłość i pojechała do "swojego Cielusia". Pokręciłam głową w rozbawieniu.
- Czy to już wszystko? - zapytał z nadzieją w głosie blondyn. Westchnęłam cicho i zdjęłam z szyi naszyjnik. Złota, otwierana zawieszka w kształcie serca zawieszona na złotym łańcuszku z wygrawerowanym napisem "Rodzina jest wieczna" i moim zdjęciem z Phantomhive'ami (zrobionym na trzy/cztery miesiące po urodzeniu się Ciela) w środku. Podałam chłopcu błyskotkę, ściągnęłam rękawiczkę z lewej dłoni i pstryknęłam palcami.
- TERAZ jest już wszystko - powiedziałam zakładając okrycie dłoni. Oliver spojrzał na swą rękę z zafascynowaniem i podziwem.
- Chyba nigdy do tego nie przywyknę... - mruknął wpatrując się w dwa łańcuszki. Zaśmiałam się delikatnie i odebrałem od niego "oryginał".
- Możesz mi pomóc? - poprosiłam.
- Jasne, Lili - Uśmiechnął się blondyn i szybko zapiął mój naszyjnik, a ja schowałam go pod ubrania. Stanęłam za Oliverem i pomogłam mu założyć kopię łańcuszka.
- Ach! Byłabym zapomniała o włosach! - krzyknęłam i nałożyłam mu perukę długich blond włosów splecionych w dwa warkocze. Ledwo skończyłam, a słońce zaczęło chylić się ku zachodowi i w pokoju rozbłysło białe światło. Przed nami pojawiła się brama, a obok niej starszy pan w długiej szacie unoszonej przez podmuchy wiatru.
- Witajcie piękne podróżniczki - zaczął. - Nazywam się Shouta i jestem przewodnikiem po portalu "promieni zachodzącego słońca" - powiedział.
- Witaj, Shouta - powiedziałam składając mu lekki pokłon i popchnęłam lekko zestresowanego Olivera w jego stronę. - To jest... eee... moja siostra, Olivia - wymyśliłam na poczekaniu.
- Witaj, Olivio. Dokąd chciałabyś się udać?
- Em do XXI-wiecznej Anglii.
- Oczywiście - Oliver, aka Olivia wszedł do portalu i znikł w rozbłysku białego światła. Westchnęłam cicho i wyszłam z pokoju. Przemierzałam korytarz, a cisza sprawiała wrażenie przenikającego mnie do szpiku kości smutku i mroku. Po raz pierwszy od bardzo dawna poczułam się naprawdę samotna. Zeszłam do salonu i zasiadłam przed kominkiem.
- Panienko? - Poczułam dłoń Shiemi na ramieniu i uśmiechnęłam się.
- Tak? - spytałam. Brunetka westchnęła i spojrzała mi w oczy. Nie lubiłam tego, bo miałam wrażenie, że demonica spogląda wtedy w moją duszę.
- Przyjechała lady Diana - Usłyszałam.
- Kto taki? - zdziwiłam się.
- Lady Diana jest córką kuzynki Jej Królewskiej Mości - Rozległ się głos jednego ze służących Królowej.
- Hrabio Phipps - Skłoniłam się przed mężczyzną i towarzyszącą mu dziewczyną. Była ona piękna; miała na oko z jedenaście lat, długie kruczoczarne włosy zaplecione w warkocza owiniętego wokół głowy z grzywką opadającą idealnie obok prawego oka, duże niebiesko-szare oczy patrzące na wszystko z ciekawością, piegowaty nos, pełne czerwonawe usta i ładnie opaloną cerę. Wyglądała niczym jedna z tych królewien występujących w bajkach dla dzieci.
- Dzień dobry - odezwała się z dobrze wyczuwalnym irlandzkim akcentem.
- Witam - Podeszłam do niej.
- Panienko Diano, to jest hrabina Lili Rosemary - powiedział hrabia Grey, który właśnie przyszedł z walizkami.
- I to właśnie ona jest tą najbardziej zaufaną osobą, o której mówiła ciocia Wiktoria? - Lady Diana przyglądnęła mi się.
- Tak, to ona. Hrabina Rosemary będzie cię uczyć, panienko Diano - CO?! A-ale j-jak to uczyć?! Niby czego ja mogłabym nauczyć córkę kuzynki Jej Wysokości?
- Dobrze - mruknęła dziewczyna. Shiemi podeszła i wzięła walizki.
- Pokażę panience pokój. Za mną proszę, lady Diano - powiedziała kobieta i zaprowadziła nastolatkę na górę. Ja zaprowadziłam sekretarzy królowej do salonu.
- O co w tym chodzi? - Od razu przeszłam do konkretów.
- Żona władcy Irlandii, lady Ethel Grouser jest kuzynką naszej królowej i przysłała do niej swoją córkę z prośbą, by ktoś zaufany nauczył lady Dianę szlacheckich obyczajów i etykiety - Usłyszałam.
- Mam rozumieć, że to ja jestem tą zaufaną osobą? - Mężczyźni w odpowiedzi pokiwali głowami, pożegnali się z lady Dianą i odjechali. Spojrzałam na jedenastolatkę i westchnęłam. Od czego zacząć?
Komentarze
Prześlij komentarz