Rozdział dziewiąty

Minęło kilka tygodni. Wrzesień był ciepły choć deszczowy. Siedziałam w gabinecie i rozmyślałam nad sprawą "znikających dusz". Tata nie pomógł mi za dużo. Powiedział tylko, że w sprawę jest zamieszana "dawna znajoma mej kamerdynerki", ale Shiemi nie chce o tym rozmawiać. Nie ułatwia mi tym zadania...
 - Witaj, siostro. Co robisz? - Usłyszałam i podniosłam wzrok znad wypełnianego dokumentu. Ciel siedział na fotelu i wpatrywał się we mnie przechylając lekko głowę. Za nim, jak zwykle, stał Sebastian. Rozmasowałam skronie i zadzwoniłam po Shiemi.
 - Nic takiego. Pracuję - mruknęłam i spojrzałam na zapisane przeze mnie linijki wzdychając ciężko. - Bez sensu!
 - Co jest bez sensu, panienko? - spytała Shiemi wchodząc do pokoju z opakowaniem tabletek i szklanką wody na tacy. Wzięłam lekarstwo i popiłam wodą patrząc na brunetkę ze złością.
 - Nigdy nie rozwiążę tej sprawy jeśli nie powiesz mi kogo miał na myśli tata kiedy mówił o twojej "dawnej znajomej", a Shinigami też nie są zbyt cierpliwi! Chcesz, żeby unieważnili nasz kontrakt i Cię unicestwili?! Dobrze wiesz, że jeśli się nie pospieszę z tą sprawą to oni to zrobią! - warknęłam nie przejmując się obecnością osób trzecich.
 - Ale ja nie chcę o tym rozmawiać, panienko. Znam ją tylko i wyłącznie dzięki rodzicom, którzy oddali mnie pod jej opiekę, bo przecież córka to wielka hańba. Przez lata starałam się zapomnieć o mojej "znajomości" z Hannah - wyjaśniła, po czym zakryła sobie usta i spojrzała na mnie przerażona. Ja natomiast się uśmiechnęłam.
 - A więc ma na imię Hannah, tak? Wreszcie jakiś konkret - mruknęłam i ruchem dłoni odprawiłam Shiemi.
 - Nad czym właściwie pracujesz, Lili? Może mógłbym pomóc? - spytał Ciel. Westchnęłam cicho.
 - Shinigami przylecieli do mnie z podkulonymi ogonami, bo w okolicach mojej posiadłości giną im dusze - wyjaśniłam na co chłopak skrzywił się.
 - Czy oni nie potrafią załatwić tego sami tylko proszą Ciebie? Upadli chyba jeszcze niżej niż Scotland Yard - powiedział.
 - To nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz, gdy proszą mnie o pomoc - mruknęłam zapisując na losowej karteczce, że "dawna znajoma Shiemi" ma na imię Hannah i prawdopodobnie jest to ta sama Hannah, która służy w domu hrabiego Trancy.
 - Jak to? - zdziwił się Ciel.
 - Proszę Cie, braciszku! Jestem córką "Legendarnego". Ciągle proszą mnie o pomoc i co roku próbują mnie namówić na kurs dla młodych Shinigami - wyjaśniłam.
 - Czyli, że jestem spokrewniony ze Żniwiarzami?! 
 - Tak jakby...
 - Który to ten ich "Legendarny"?
 - Kto, jak kto, Ciel, ale ty powinieneś go znać dość dobrze - powiedziałam i zaśmiałam się mrocznie starając się jak najbardziej naśladować ojca.  
 - Undertaker?! - wykrzyknął nastolatek otwierając oczy niedowierzająco, a ja pokiwałam głową.
 - Niestety... - Westchnęłam ciężko.
 - Życie mnie nie lubi - Ciel pokręcił głową.
 - A mnie nienawidzi i się nie chwalę! - krzyknęłam tracąc cierpliwość.
 - Fakt. Ty miałaś gorzej - Błękitnooki zaczął wpatrywać się w zdjęcie przedstawiające mnie i trupę cyrku "Noah's Ark" z "Ojcem" na tle przytułku Renbourn.
 - Yup! Ale co Cię do mnie właściwie sprowadza? - spytałam.
 - Widzisz, Lili. Mam prośbę... - zaczął Ciel.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rozdział pierwszy

Kilka informacji dla ciekawych czytelników (2)