Rozdział czwarty
Shiemi podała mi dłoń i pomogła wysiąść z powozu.
- To ja przyjadę za dwie godziny. Miłej zabawy, panienko - mruknął John i odjechał, a ja ruszyłam za kamerdynerką w stronę Pałacu. Miałam wrażenie, że droga do sali tronowej jest dziś dłuższa niż zazwyczaj... Gdy wreszcie stanęłam przed drzwiami oddzielającymi mnie od miejsca docelowego poczułam dreszcze i miałam ochotę uciec z piskiem, ale nie zrobiłam tego, a jedynie zacisnęłam mocniej dłoń na rączce laski i kiwnęłam głową na znak, że jestem gotowa. Shiemi otworzyła drzwi i...
- NIESPODZIANKA!!! - Niemal natychmiast otoczyła mnie burza barw i dźwięków, a ja chyba tylko dzięki trzymanej przez siebie lasce nie upadłam na podłogę. Lizzie i Alice wyściskały mnie serdecznie, a po nich to samo uczyniła Jej Wysokość życząc mi wszystkiego najlepszego. Jeju! To miał być zwykły podwieczorek, a nie przyjęcie urodzinowe. Nasza władczyni chyba nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Nieważne... Weszłam do sali i zaczęłam dziękować wszystkim za życzenia. W pewnym momencie chyba się nawet wzruszyłam, ale ciiiiiiiiiii...
- Promyczku? - Usłyszałam nagle niepewny, kobiecy głos i odwróciłam się. W pewnym oddaleniu ode mnie stała Rachel Phantomhive, a za nią jej mąż oraz ich syn.
- Tak? - odezwałam się przywołując na twarz delikatny uśmiech. Kobieta podeszła do mnie i niepewnie przytuliła.
- Wszystkiego najlepszego, córciu - wyszeptała.
- Dziękuję - odparłam całkiem szczerze. W końcu to moja mama. Ojczym i Ciel też złożyli mi życzenia. Potem zdmuchnęłam świeczki na trzypiętrowym, różowym torcie z czekoladowym napisem "16 lat Lili Rosemary" i zaczęło się przyjęcie, a ja z ciężkim bólem serca odmawiałam każdemu, kto poprosił mnie do tańca. Nie chodzi o to, że nie umiem tańczyć. Po prostu nie mogę wykonywać tej czynności, bo mój stan zdrowotny mi na to nie pozwala. Edward postanowił się ze mną solidaryzować i siedział przy stole. Tylko raz zatańczył z Lizzie.
Dwie godziny później przyjęcie się skończyło, a ja dosłownie padałam z nóg. Zmęczenie dosięgało dosłownie każdą komórkę mego ciała. Spaaaaaaaać! Natychmiast! Moi goście postanowili się u mnie zatrzymać co nie stanowiło jakiegoś problemu. Jutro wrócę do swojej głównej posiadłości. Sezon kończy się za niecały tydzień. Zasypiam na stojąco. Dobranoc.
- To ja przyjadę za dwie godziny. Miłej zabawy, panienko - mruknął John i odjechał, a ja ruszyłam za kamerdynerką w stronę Pałacu. Miałam wrażenie, że droga do sali tronowej jest dziś dłuższa niż zazwyczaj... Gdy wreszcie stanęłam przed drzwiami oddzielającymi mnie od miejsca docelowego poczułam dreszcze i miałam ochotę uciec z piskiem, ale nie zrobiłam tego, a jedynie zacisnęłam mocniej dłoń na rączce laski i kiwnęłam głową na znak, że jestem gotowa. Shiemi otworzyła drzwi i...
- NIESPODZIANKA!!! - Niemal natychmiast otoczyła mnie burza barw i dźwięków, a ja chyba tylko dzięki trzymanej przez siebie lasce nie upadłam na podłogę. Lizzie i Alice wyściskały mnie serdecznie, a po nich to samo uczyniła Jej Wysokość życząc mi wszystkiego najlepszego. Jeju! To miał być zwykły podwieczorek, a nie przyjęcie urodzinowe. Nasza władczyni chyba nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Nieważne... Weszłam do sali i zaczęłam dziękować wszystkim za życzenia. W pewnym momencie chyba się nawet wzruszyłam, ale ciiiiiiiiiii...
- Promyczku? - Usłyszałam nagle niepewny, kobiecy głos i odwróciłam się. W pewnym oddaleniu ode mnie stała Rachel Phantomhive, a za nią jej mąż oraz ich syn.
- Tak? - odezwałam się przywołując na twarz delikatny uśmiech. Kobieta podeszła do mnie i niepewnie przytuliła.
- Wszystkiego najlepszego, córciu - wyszeptała.
- Dziękuję - odparłam całkiem szczerze. W końcu to moja mama. Ojczym i Ciel też złożyli mi życzenia. Potem zdmuchnęłam świeczki na trzypiętrowym, różowym torcie z czekoladowym napisem "16 lat Lili Rosemary" i zaczęło się przyjęcie, a ja z ciężkim bólem serca odmawiałam każdemu, kto poprosił mnie do tańca. Nie chodzi o to, że nie umiem tańczyć. Po prostu nie mogę wykonywać tej czynności, bo mój stan zdrowotny mi na to nie pozwala. Edward postanowił się ze mną solidaryzować i siedział przy stole. Tylko raz zatańczył z Lizzie.
Dwie godziny później przyjęcie się skończyło, a ja dosłownie padałam z nóg. Zmęczenie dosięgało dosłownie każdą komórkę mego ciała. Spaaaaaaaać! Natychmiast! Moi goście postanowili się u mnie zatrzymać co nie stanowiło jakiegoś problemu. Jutro wrócę do swojej głównej posiadłości. Sezon kończy się za niecały tydzień. Zasypiam na stojąco. Dobranoc.
Komentarze
Prześlij komentarz