Rozdział piąty
"Ciemność... Otacza mnie ze wszystkich stron. Kpiący śmiech... Ogromny ból... Ból i mrok to moi jedyni towarzysze. Dlaczego?! Nie chcę! Zostawcie! Chęć ucieczki pulsuje w każdej komórce mego ciała, ale jestem słaba. Zbyt słaba... I nagle jak chwilowe otrzeźwienie spada na mnie kolejny cios wyrywając z mego gardła niesamowity wrzask. Zaczynam płakać..."
- Panienko, to tylko zły sen. Tylko zły sen. Musi się panienka obudzić - Delikatny głos Shiemi przedziera się przez zasłonę mroku zwanego koszmarem sennym wyrywając mnie z tego okropnego stanu.
- Dziękuję - wymamrotałam ledwo słyszalnie przecierając pięściami zaspane oczy. Kamerdynerka pogłaskała moje włosy w uspokajającym geście jednocześnie wycierając łzy z moich policzków. Uśmiechnęła się łagodnie. O nic nie pytała. Nie musiała...
- Obudziła panienka gości swym krzykiem - Usłyszałam. Chciałam coś powiedzieć, ale zaschło mi w gardle.
- Pić - wychrypiałam, a Shiemi wyszła z pokoju. Zostawiła mi zapalone świeczki, więc wstałam z łóżka i podtrzymując się ścian oraz mebli (nie miałam ochoty ani czasu na szukanie laski) powlokłam się do łazienki, gdzie ochlapałam twarz zimną wodą, po czym wróciłam do sypialni.
- Lili? Wszystko w porządku? - spytał Edward podchodząc do mnie i podtrzymując mnie pod ramię pomógł mi dojść do łóżka. W pokoju znajdowali się wszyscy goście; rozespani i przestraszeni.
- Um... Przepraszam jeśli was obudziłam lub przestraszyłam. Po prostu miałam kolejny koszmar. Nic nadzwyczajnego - Uśmiechnęłam się słabo. Edward siedział obok głaszcząc mą dłoń, a Lizzie siadła na jego kolanach.
- Zawsze budzisz się z krzykiem? - spytała z troską. Wolno pokiwałam głową.
- Każdej nocy - powiedziałam spuszczając wzrok na pościel.
- Panienko? Zaparzyłam ziołowej herbaty. Pomoże panience uspokoić nerwy - Shiemi weszła do pokoju i podała mi filiżankę. Upiłam mały łyczek i odstawiłam napój na szafkę nocną.
- Dziękuję. Już mi lepiej. Przepraszam raz jeszcze. Jestem zmęczona - Ziewnęłam i zamknęłam oczy niemal natychmiast zasypiając. Będąc już w półśnie miałam wrażenie, że ktoś musnął mój policzek ustami i wyszeptał: "Dobranoc, promyczku. Słodkich snów, córeczko"
Następnego poranka obudziłam się w wyśmienitym humorze.
- Och? Wstałaś już, panienko? Nieczęsto widzę Cię na nogach tak wcześnie - powiedziała Shiemi wchodząc do sypialni. Podała mi herbatę i zaczęła mnie ubierać. Po kilku minutach zeszłam na śniadanie, gdzie wszyscy już czekali.
- Przepraszam za spóźnienie - rzekłam wesoło i zasiadłam do stołu.
- Wszystko w porządku, Lili? - Ciotka Francis przyglądała mi się podejrzliwie. Uśmiechnęłam się do niej.
- W jak najlepszym, ciociu - zaszczebiotałam. Shiemi i Sebastian podali nam śniadanie, a brunetka poszła do służby wydać im odpowiednie dyspozycje dotyczące powrotu do głównej rezydencji i spakować moje walizki.
- Wracasz już do głównej posiadłości? - spytała Lizzie.
- Tak. Sezon się kończy za niecały tydzień, a ja zwykle wyjeżdżam wcześniej, żeby uniknąć zatoru na drodze - wyjaśniłam. - Jeśli goście chcą to mogą przyjechać do mojego głównego domu - dodałam po chwili i okazało się, że wszyscy wykazują chęci zostania ze mną na dłużej.
- Panienko? Wyjeżdżamy po obiedzie - poinformowała mnie Shiemi, a ja kiwnęłam głową.
- Dobrze, dziękuję - mruknęłam i upiłam łyk herbaty. Zapowiadało się ciekawe przedpołudnie pełne bieganiny służących po całej rezydencji.
- Panienko, to tylko zły sen. Tylko zły sen. Musi się panienka obudzić - Delikatny głos Shiemi przedziera się przez zasłonę mroku zwanego koszmarem sennym wyrywając mnie z tego okropnego stanu.
- Dziękuję - wymamrotałam ledwo słyszalnie przecierając pięściami zaspane oczy. Kamerdynerka pogłaskała moje włosy w uspokajającym geście jednocześnie wycierając łzy z moich policzków. Uśmiechnęła się łagodnie. O nic nie pytała. Nie musiała...
- Obudziła panienka gości swym krzykiem - Usłyszałam. Chciałam coś powiedzieć, ale zaschło mi w gardle.
- Pić - wychrypiałam, a Shiemi wyszła z pokoju. Zostawiła mi zapalone świeczki, więc wstałam z łóżka i podtrzymując się ścian oraz mebli (nie miałam ochoty ani czasu na szukanie laski) powlokłam się do łazienki, gdzie ochlapałam twarz zimną wodą, po czym wróciłam do sypialni.
- Lili? Wszystko w porządku? - spytał Edward podchodząc do mnie i podtrzymując mnie pod ramię pomógł mi dojść do łóżka. W pokoju znajdowali się wszyscy goście; rozespani i przestraszeni.
- Um... Przepraszam jeśli was obudziłam lub przestraszyłam. Po prostu miałam kolejny koszmar. Nic nadzwyczajnego - Uśmiechnęłam się słabo. Edward siedział obok głaszcząc mą dłoń, a Lizzie siadła na jego kolanach.
- Zawsze budzisz się z krzykiem? - spytała z troską. Wolno pokiwałam głową.
- Każdej nocy - powiedziałam spuszczając wzrok na pościel.
- Panienko? Zaparzyłam ziołowej herbaty. Pomoże panience uspokoić nerwy - Shiemi weszła do pokoju i podała mi filiżankę. Upiłam mały łyczek i odstawiłam napój na szafkę nocną.
- Dziękuję. Już mi lepiej. Przepraszam raz jeszcze. Jestem zmęczona - Ziewnęłam i zamknęłam oczy niemal natychmiast zasypiając. Będąc już w półśnie miałam wrażenie, że ktoś musnął mój policzek ustami i wyszeptał: "Dobranoc, promyczku. Słodkich snów, córeczko"
Następnego poranka obudziłam się w wyśmienitym humorze.
- Och? Wstałaś już, panienko? Nieczęsto widzę Cię na nogach tak wcześnie - powiedziała Shiemi wchodząc do sypialni. Podała mi herbatę i zaczęła mnie ubierać. Po kilku minutach zeszłam na śniadanie, gdzie wszyscy już czekali.
- Przepraszam za spóźnienie - rzekłam wesoło i zasiadłam do stołu.
- Wszystko w porządku, Lili? - Ciotka Francis przyglądała mi się podejrzliwie. Uśmiechnęłam się do niej.
- W jak najlepszym, ciociu - zaszczebiotałam. Shiemi i Sebastian podali nam śniadanie, a brunetka poszła do służby wydać im odpowiednie dyspozycje dotyczące powrotu do głównej rezydencji i spakować moje walizki.
- Wracasz już do głównej posiadłości? - spytała Lizzie.
- Tak. Sezon się kończy za niecały tydzień, a ja zwykle wyjeżdżam wcześniej, żeby uniknąć zatoru na drodze - wyjaśniłam. - Jeśli goście chcą to mogą przyjechać do mojego głównego domu - dodałam po chwili i okazało się, że wszyscy wykazują chęci zostania ze mną na dłużej.
- Panienko? Wyjeżdżamy po obiedzie - poinformowała mnie Shiemi, a ja kiwnęłam głową.
- Dobrze, dziękuję - mruknęłam i upiłam łyk herbaty. Zapowiadało się ciekawe przedpołudnie pełne bieganiny służących po całej rezydencji.
Komentarze
Prześlij komentarz