Rozdział ósmy
Dopiero po chwili uświadomiłam sobie co powiedziałam i uśmiech zszedł mi z twarzy. Ciel wpatrywał się we mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Nie! Odeszłam w stronę róż, a chłopak ruszył za mną.
- Dlaczego wszyscy próbują mi wmówić, że mam siostrę? - spytał.
- Bo ją masz - odparłam wpatrując się w niego, a on milczał. - Nie wierzysz mi, Ciel - stwierdziłam ze smutkiem i ułamałam jedną z róż wsuwając kwiat w swoje włosy.
- Nie, nie wierzę. Pod tym względem masz rację. Nie wierzę i nie uwierzę - odrzekł szorstko chłopak.
- Mam Ci udowodnić nasze pokrewieństwo? - zapytałam i (po upewnieniu się, że nikt nas nie widzi) ściągnęłam rękawiczki. Nastolatek wciągnął ze świstem powietrze, gdy zauważył na mej dłoni pentagram, ale ja pstryknęłam palcami i w altance pojawiły się nasze młodsze wersje.
- Sioscycko? Cio to? - spytał mały chłopczyk wskazując kolorowego motyla na dłoni nieco starszej blondynki. Dziewczynka uśmiechnęła się leciutko.
- To motyl zwany "Paziem Królowej" - wyjaśniła.
- "Pasiem Klólofej"? On słuszy Jej Fysokości? - Chłopczyk podrapał się w główkę. Blondynka zaśmiała się.
- Nie, braciszku. W tym wypadku "Królowa" to natura, przyroda, a ten motyl jest nazywany jej "paziem", bo ma na swoich skrzydełkach najwięcej kolorów występujących w przyrodzie, rozumiesz już? - wyjaśniła, a jej brat pokiwał granatową główką. Po chwili chłopiec wtulił się w dziewczynkę.
- Kocham Cie, sioscyko - powiedział, a blondynka oddała mu uścisk.
- Ja Ciebie też, braciszku - mruknęła.
Klasnęłam w dłonie i wizja zniknęła. Spojrzałam na granatowowłosego i zaśmiałam się cicho na widok jego zdumionej miny.
- Teraz mi wierzysz? - spytałam zakładając rękawiczki.
- Chyba tak - mruknął Ciel.
- Chyba?
- Tak, wierzę Ci! Zadowolona?
- Bardzo - szepnęłam i przytuliłam brata, a on na chwilę znieruchomiał, po czym wykonał gest, jakby chciał mnie odepchnąć, ale koniec końców oddał mi uścisk.
- Wiesz... W głębi duszy zawsze czułem, że w domu kogoś brakuje. Ten nieużywany pokój, do którego nie wolno mi było wchodzić... Gdy pytałem o to miejsce rodzice robili się dziwnie nerwowi i zmieniali temat, a raz zobaczyłem mamę z pewną fotografią w ręku. Gdy zapytałem o dziewczynkę na zdjęciu usłyszałem, że to Lizzie. Nie drążyłem tematu choć uważałem, że Lizzie wygląda inaczej. Na tej fotografii byłaś Ty, prawda? - Słuchałam Ciela spacerując z nim po ogrodzie.
- Najprawdopodobniej - mruknęłam przystając na chwilę i wpatrując się w niego.
- Coś nie tak, Lili? - spytał również przystając. Pokręciłam głową nadal wpatrując się w brata, jakbym widziała go po raz pierwszy w życiu. Tylko, że nie widziałam młodszej latorośli mamy. Spoglądałam gdzieś daleko w horyzont, bo właśnie zdałam sobie sprawę, że PO RAZ PIERWSZY OD N I E M A L DZIESIĘCIU LAT UŻYŁAM SWOJEJ MOCY I NIKOMU NIC SIĘ NIE STAŁO!!! Jak to wogóle możliwe? Przecież lady Madlen powiedziała, że mój dar będzie mi się wymykał spod kontroli. Tyle lat próbowałam nad tym zapanować. Oczywiście wiedziałam, że to nie tak, że od teraz nie będę się musiała obawiać i czeka mnie długa droga, ale... SUKCES!!! Yay! Ocknęłam się nagle i zobaczyłam przed sobą Ciela. Mój brat wpatrywał się we mnie ze strachem.
- Przepraszam. Już jestem. Mówiłeś coś? - Posłałam mu uśmiech.
- Często się tak zamyślasz? - spytał. Wzruszyłam ramionami.
- Zależy - mruknęłam kierując się do domu. Na mojej twarzy widoczny był p o d e j r z a n y uśmiech. Gdzieś w głębi swej umęczonej życiem duszy zaczęłam wierzyć, że teraz będzie już lepiej.
- Nie, nie wierzę. Pod tym względem masz rację. Nie wierzę i nie uwierzę - odrzekł szorstko chłopak.
- Mam Ci udowodnić nasze pokrewieństwo? - zapytałam i (po upewnieniu się, że nikt nas nie widzi) ściągnęłam rękawiczki. Nastolatek wciągnął ze świstem powietrze, gdy zauważył na mej dłoni pentagram, ale ja pstryknęłam palcami i w altance pojawiły się nasze młodsze wersje.
- Sioscycko? Cio to? - spytał mały chłopczyk wskazując kolorowego motyla na dłoni nieco starszej blondynki. Dziewczynka uśmiechnęła się leciutko.
- To motyl zwany "Paziem Królowej" - wyjaśniła.
- "Pasiem Klólofej"? On słuszy Jej Fysokości? - Chłopczyk podrapał się w główkę. Blondynka zaśmiała się.
- Nie, braciszku. W tym wypadku "Królowa" to natura, przyroda, a ten motyl jest nazywany jej "paziem", bo ma na swoich skrzydełkach najwięcej kolorów występujących w przyrodzie, rozumiesz już? - wyjaśniła, a jej brat pokiwał granatową główką. Po chwili chłopiec wtulił się w dziewczynkę.
- Kocham Cie, sioscyko - powiedział, a blondynka oddała mu uścisk.
- Ja Ciebie też, braciszku - mruknęła.
Klasnęłam w dłonie i wizja zniknęła. Spojrzałam na granatowowłosego i zaśmiałam się cicho na widok jego zdumionej miny.
- Teraz mi wierzysz? - spytałam zakładając rękawiczki.
- Chyba tak - mruknął Ciel.
- Chyba?
- Tak, wierzę Ci! Zadowolona?
- Bardzo - szepnęłam i przytuliłam brata, a on na chwilę znieruchomiał, po czym wykonał gest, jakby chciał mnie odepchnąć, ale koniec końców oddał mi uścisk.
- Wiesz... W głębi duszy zawsze czułem, że w domu kogoś brakuje. Ten nieużywany pokój, do którego nie wolno mi było wchodzić... Gdy pytałem o to miejsce rodzice robili się dziwnie nerwowi i zmieniali temat, a raz zobaczyłem mamę z pewną fotografią w ręku. Gdy zapytałem o dziewczynkę na zdjęciu usłyszałem, że to Lizzie. Nie drążyłem tematu choć uważałem, że Lizzie wygląda inaczej. Na tej fotografii byłaś Ty, prawda? - Słuchałam Ciela spacerując z nim po ogrodzie.
- Najprawdopodobniej - mruknęłam przystając na chwilę i wpatrując się w niego.
- Coś nie tak, Lili? - spytał również przystając. Pokręciłam głową nadal wpatrując się w brata, jakbym widziała go po raz pierwszy w życiu. Tylko, że nie widziałam młodszej latorośli mamy. Spoglądałam gdzieś daleko w horyzont, bo właśnie zdałam sobie sprawę, że PO RAZ PIERWSZY OD N I E M A L DZIESIĘCIU LAT UŻYŁAM SWOJEJ MOCY I NIKOMU NIC SIĘ NIE STAŁO!!! Jak to wogóle możliwe? Przecież lady Madlen powiedziała, że mój dar będzie mi się wymykał spod kontroli. Tyle lat próbowałam nad tym zapanować. Oczywiście wiedziałam, że to nie tak, że od teraz nie będę się musiała obawiać i czeka mnie długa droga, ale... SUKCES!!! Yay! Ocknęłam się nagle i zobaczyłam przed sobą Ciela. Mój brat wpatrywał się we mnie ze strachem.
- Przepraszam. Już jestem. Mówiłeś coś? - Posłałam mu uśmiech.
- Często się tak zamyślasz? - spytał. Wzruszyłam ramionami.
- Zależy - mruknęłam kierując się do domu. Na mojej twarzy widoczny był p o d e j r z a n y uśmiech. Gdzieś w głębi swej umęczonej życiem duszy zaczęłam wierzyć, że teraz będzie już lepiej.
Komentarze
Prześlij komentarz