Rozdział szósty
Jedziemy... jedziemy... dojechaliśmy. NARESZCIE! Gdy tylko wysiadłam z powozu... od razu udałam się do gabinetu i zasiadłam w fotelu. Uśmiechnęłam się pod nosem i sięgnęłam po księgę rachunkową, pióro oraz kałamarz z atramentem.
- Pracoholizm się leczy - Do pomieszczenia zaglądnęła Alice.
- Bardzo śmieszne - mruknęłam nie podnosząc nawet głowy znad skrobanych przeze mnie liczb. Rudowłosa westchnęła i podeszła do mnie.
- Lili...
- Wiem, Ali... Ale ja tak rozładowuję stres i...
- Stres? Stresujesz się czymś?
- Alice... Wiesz o co mi chodzi.
- Wiem, wiem... - Przyjaciółka poklepała mnie po ramieniu i usiadła naprzeciw mnie. - Ale musisz wreszcie zapomnieć o przeszłości i zacząć żyć teraźniejszością.
- Żyję teraźniejszością! - Zirytowana podniosłam głos i oderwałam się od swojej pracy by spojrzeć na szesnastolatkę. W widocznych za rudowłosą drzwiach dostrzegłam pozostałych gości. Zacisnęłam dłonie w pięści i po chwili je rozluźniłam. Podparłam się na lasce, wstałam i wyszłam na balkon. Powiał delikatny wiatr, który wprawił w ruch rosnące w moim ogrodzie herbaciane róże i rozwiał moje włosy. Westchnęłam głęboko przymykając oczy. Usłyszałam jak Alice wychodzi z gabinetu, a po chwili poczułam za sobą czyjąś obecność i ktoś położył dłoń na mojej głowie delikatnie głaszcząc mi włosy.
- Lili... Odwróć się do mnie, księżniczko - Usłyszałam.
- Ronald... - Westchnęłam i spojrzałam na niego. Blondwłosy shinigami uśmiechnął się i spróbował skraść mi pocałunek, ale ja odwróciłam głowę w bok.
- No, ej... - Jęknął. Westchnęłam kręcąc głową z dezaprobatą.
- Ronaldzie Knox. Miałeś dać dziewczynie prezent i przekazać wiadomość, a nie całować - Nie wiadomo skąd pojawił się wujek William i wtulony w jego ramię wujek Grell.
- Ależ, Willu... To by było takie romantyczne, a do Lili pasowałaby czerwień... Róże, brązy, fiolety i blondy są przereklamowane - Czerwonowłosy shinigami uznający się za "damę" wskazał na mój strój i nakręcił sobie kosmyk moich włosów na palec.
- Jaką wiadomość? - spytałam przerywając ekscentrycznemu wujkowi skargi na mój wygląd.
- Ech... Bo jak na to nie spojrzeć to jesteś córką Legendarnego Shinigami...
- I co w związku z tym?
- I chcielibyśmy poprosić Cię o pomoc...
- Dlaczego mnie, a nie tatę? - spytałam przechodząc przez gabinet i kierując się z niespodziewanymi gośćmi na dół.
- Bo twój ojciec jest... eee... dość ekscentryczny...
- Jest dziwakiem ponad miarę. I co z tego? - Weszliśmy do salonu, gdzie wszyscy pili herbatę.
- Sebuś! - krzyknął wujek Grell i próbował rzucić się na kamerdynera rodu Phantomhive, ale został powstrzymany przez kosę wujka Willa, którą oberwał po głowie. Westchnęłam cicho.
- Nie chcę być niemiła, ani niegościnna, ale może powiecie mi co to za sprawa i sobie pójdziecie zanim stracę cierpliwość, a Ronald będzie zmuszony zbierać zęby z podłogi? - spytałam wskazując na Knoxa, który znowu próbowałmnie zdobyć, bo myśli, że w końcu mu ulegnę, czyli jest bardzo głupi (sorry fanki Ronalda, ale ja po prostu go nie trawię; nie wiem dlaczego - dop. aut.) się ze mną umówić, a Edward zdążył pozielenieć z zazdrości.
- Masz rację. I bez marnowania czasu przez Ronalda mamy dość pracy - Wujek Will ogarnął wkurzającego blondasa i wyciągnął z wewnętrznej kieszeni w garniturze złożoną na cztery kartkę, którą mi podał, a następnie wszyscy trzej się pożegnali i odeszli.
- Pracoholizm się leczy - Do pomieszczenia zaglądnęła Alice.
- Bardzo śmieszne - mruknęłam nie podnosząc nawet głowy znad skrobanych przeze mnie liczb. Rudowłosa westchnęła i podeszła do mnie.
- Lili...
- Wiem, Ali... Ale ja tak rozładowuję stres i...
- Stres? Stresujesz się czymś?
- Alice... Wiesz o co mi chodzi.
- Wiem, wiem... - Przyjaciółka poklepała mnie po ramieniu i usiadła naprzeciw mnie. - Ale musisz wreszcie zapomnieć o przeszłości i zacząć żyć teraźniejszością.
- Żyję teraźniejszością! - Zirytowana podniosłam głos i oderwałam się od swojej pracy by spojrzeć na szesnastolatkę. W widocznych za rudowłosą drzwiach dostrzegłam pozostałych gości. Zacisnęłam dłonie w pięści i po chwili je rozluźniłam. Podparłam się na lasce, wstałam i wyszłam na balkon. Powiał delikatny wiatr, który wprawił w ruch rosnące w moim ogrodzie herbaciane róże i rozwiał moje włosy. Westchnęłam głęboko przymykając oczy. Usłyszałam jak Alice wychodzi z gabinetu, a po chwili poczułam za sobą czyjąś obecność i ktoś położył dłoń na mojej głowie delikatnie głaszcząc mi włosy.
- Lili... Odwróć się do mnie, księżniczko - Usłyszałam.
- Ronald... - Westchnęłam i spojrzałam na niego. Blondwłosy shinigami uśmiechnął się i spróbował skraść mi pocałunek, ale ja odwróciłam głowę w bok.
- No, ej... - Jęknął. Westchnęłam kręcąc głową z dezaprobatą.
- Ronaldzie Knox. Miałeś dać dziewczynie prezent i przekazać wiadomość, a nie całować - Nie wiadomo skąd pojawił się wujek William i wtulony w jego ramię wujek Grell.
- Ależ, Willu... To by było takie romantyczne, a do Lili pasowałaby czerwień... Róże, brązy, fiolety i blondy są przereklamowane - Czerwonowłosy shinigami uznający się za "damę" wskazał na mój strój i nakręcił sobie kosmyk moich włosów na palec.
- Jaką wiadomość? - spytałam przerywając ekscentrycznemu wujkowi skargi na mój wygląd.
- Ech... Bo jak na to nie spojrzeć to jesteś córką Legendarnego Shinigami...
- I co w związku z tym?
- I chcielibyśmy poprosić Cię o pomoc...
- Dlaczego mnie, a nie tatę? - spytałam przechodząc przez gabinet i kierując się z niespodziewanymi gośćmi na dół.
- Bo twój ojciec jest... eee... dość ekscentryczny...
- Jest dziwakiem ponad miarę. I co z tego? - Weszliśmy do salonu, gdzie wszyscy pili herbatę.
- Sebuś! - krzyknął wujek Grell i próbował rzucić się na kamerdynera rodu Phantomhive, ale został powstrzymany przez kosę wujka Willa, którą oberwał po głowie. Westchnęłam cicho.
- Nie chcę być niemiła, ani niegościnna, ale może powiecie mi co to za sprawa i sobie pójdziecie zanim stracę cierpliwość, a Ronald będzie zmuszony zbierać zęby z podłogi? - spytałam wskazując na Knoxa, który znowu próbował
- Masz rację. I bez marnowania czasu przez Ronalda mamy dość pracy - Wujek Will ogarnął wkurzającego blondasa i wyciągnął z wewnętrznej kieszeni w garniturze złożoną na cztery kartkę, którą mi podał, a następnie wszyscy trzej się pożegnali i odeszli.
Komentarze
Prześlij komentarz